Pora roku: Lato
Temperatura: 27 C℃
Nowi mieszkańcy: Salvatore
Stan Betelgezy: Nie wybuchła.

Widzisz przed sobą leśną ścieżkę, wyścieloną ściółką. Przez nią przebijają się fantazyjne kwiaty, o rożnych barwach i towarzyszą Ci w podróży.
Przed sobą masz obszerną polanę nad którą góruje leciwa Sosna. To Twoja decyzja, Ty decydujesz czy tu zostaniesz, czy pójdziesz dalej...

NOWINKI

Gratulacje Scyciu! Twoje miejsce zostało dodane do oficjalne mapy HOFS.

Stado Herd of Forest Spirits. Przed sobą masz obszerną polanę nad którą góruje leciwa Sosna. To Twoja decyzja, Ty decydujesz czy tu zostaniesz, czy pójdziesz dalej... Wstąp do świata fantasy. Blog RPG Play By Comment PBC

Dream of Sheep cz. 3



- Szybko, otwórzcie portal i zmykajcie stąd! Ja się z nim rozprawię. Przyprowadźcie przez portal wszystkie zwierzęta. - Dodał Dziamdziak, a Scycia zrobiła najgłupszą minę, na jaką było ją wtedy stać.

- Ale że co? - zapytała najbardziej piskliwym głosem, jaki mógł wydobyć się z jej strun głosowych i poczuła jak po całym jej ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz, gdy chmurki Dziamdziaka zaczęły strzelać ze złości malutkimi piorunami. Jeden z nich dosięgnął ogona wilczycy i ta podskoczyła nagle na czterech łapach.

No a gdy zobaczyła, że mgła zaczęła się sama z siebie ruszać to już w ogóle spanikowała i popchnęła zadek Puszkina w stronę najbliższej ściany, zapierając się z całych sił wszystkimi łapami, aby jej siwa pzyjaciółka nie miała za bardzo innego wyboru, tylko oddalić się od dziwnej mgły.

- Tu nie ma żartów chyba, robimy co mówi! - rozkazała, otrzepując swój pysk z siwych włosów Candy, które oblepiły jej łeb, bo właściwie to chyba rozpoczął się sezon na linienie.

Ruda stanęła przy ścianie, obejrzała się jeszcze za siebie, ale Dziamdziak właśnie znikał za mgłą. Nie miała pojęcia, co się właściwie dzieje, ale zdecydowanie postanowiła posłuchać swojego przyjaciela i dać nogi za pas, tak jak im kazał. W końcu to Dziamdziak posiadał magiczne zdolności, a nie Scycia czy Puszkin. One były w zasadzie bezbronne i wciąż miały misję do wykonania, która zdecydowanie nie mogła czekać.

- Eeee - mruknęła, patrząc się w ścianę znajdującą się tuż przed jej ślepiami. - Abrakadabra? Sezamie otwórz portal? Na brodę Stefana? Puszkinie może pomożesz mi z otwieraniem portalu? - zapytała nerwowo przez zęby i udając, że wcale nie panikuje zwróciła swe oczy na Candy. - Kończą mi się zaklęcia...
Ściana oczywiście ani drgnęła.

Dziamdziak tymczasem doskonale wiedział, co się dzieje i z kim właściwie ma zamiar walczyć. Nie sądził jednak, że stwór ten znalazł sobie przytulne gniazdko w podziemiach, które dla hofsowiczów podarował Stefan!

- Nigdy mnie nie pokonasz, chmurzasty dziwolągu. - usłyszał od swojego przeciwnika i pokręcił głową z niesmakiem, po czym gwizdnął na swoją chmurkę, która najeżona niczym wściekły pies pojawiła się u jego boku.

- Chcesz się przekonać, Koszmarze? Pokaż swe obecne oblicze, potworze i zakończmy to raz na zawsze. Nie będziesz więcej niepokoić mieszkańców tego lasu! - ryknął, a chmurka zgrabnym ruchem otworzyła solidną błyskawicę, która znalazła się w dłoni Dziamdziaka i posłużyła mu za broń...


Candy, jak na chmurkę bzdurkę przystało kompletnie zbaraniała. Obserwowała poczynania Dziamdziaka i nie mogła uwierzyć w to co widziała... Albo raczej czego nie widziała. Poruszająca się zupełnie sama mgła i wkurzone chmurki, jednak z łatwością przekonały klacz, że jej przyjaciel nie zwariował, tylko naprawdę dopadła ich tutaj jakaś niewidzialna bestia. Kolejny powód, żeby unikać Podziemi...

- To wymyśl nowe zaklęcia!- Razem ze Scycią wycofała się pod ścianę, czując jak jej patykowate nogi zaczynają się lekko trząść ze strachu i fakt, że nie mogła się już wycofać ani trochę dalej przyczynił się do sporej frustracji w głosie klaczy.

- Nie chcę tak umrzeć, już chyba wolałam trufle. -  Mruknęła markotnie Candy, główkując jak potencjalnie można otworzyć portal.

Ciężko określić, czy to za sprawą któregoś z zaklęć wypowiedzianych prze rudą waderę, czy za sprawą nabuzowanej elektrycznością błyskawicy, która ciśnięta przez Dziamdziaka wbiła się właśnie w ścianę tuż nad głowami hofsowiczek, coś zaczęło się dziać... Z głośnym chrupnięciem po ścianie zaczęło się rozchodzić pęknięcie, które po osiągnięciu kilku centymetrów szerokości zaczęło emanować złotawym światłem. Ten blask zdawał się jeszcze bardziej przyspieszyć niszczenie ściany, która w kilka chwil zmieniła się w okrągły, mieniący się portal. Zdawało się, że ta nowa konstrukcja zrobiona jest w pełni z mgły i chmurek, sprawiając, że ciężko było określić co znajduje się po drugiej stronie portalu.

Candy stwierdziła  zadowoleniem, że portal pachnie powietrzem tuż po burzy i sprawił, że poczuła się nieco lepiej.

Hofsowiczki nie miały jednak zbytnio czasu na podziwianie magicznego tworu, bowiem nad nimi zaczęły latać kolejne błyskawice a chwilę później głośne ryknięcie zatrząsnęło ścianami podziemi.

- Nie ma co się zastanawiać, Scyciu. Spadamy stąd. - Zarządziła klacz i nieco zatroskana wskoczyła w portal. Niestety, okazało się, że z tym "spadamy" miała całkiem sporo racji, bo skok okazał się dużo większy niż nastawiała się klacz. Przez chwilę wydawało jej się, że kopytka lądują jej na przyjemnej, ciepłej chmurce... Jednak prześlizgnęła się przez nią i zaczęła lecieć w dół bez żadnej kontroli. Czymkolwiek było to miejsce, rządziło się zupełnie innymi prawami niż świat Leśnych Dusz, a to zwiastowało niemałe tarapaty.



Nie było czasu na zastanawianie się. Ruda oczywiście czym prędzej wskoczyła w portal zaraz za siwą klaczą. Dokładnie tak jak jej przyjaciółka, Scycia nie czuła zupełnie nic pod łapami, gdy tylko pojawiła się w nowej rzeczywistości.

Zapach, który dotarł do jej nozdrzy był drażniący i zdecydowanie mało przyjemny. Dźwięk również był niepodobny do tych, które znała na co dzień z leśnych łąk. Słyszała go jednak już wcześniej. Było to miejsce pełne ludzi i śmierdzących potworów, które szybko jeździły po twardych i nienaturalnych powierzchniach.

Zanim do Scyci dotarło to wszystko, nagle jednak poczuła grunt pod łapami. Uderzenie było mocne i szybkie, a bark wadery zapłonął żywym ogniem.

- Auuuu. - mruknęła z bólu, jednocześnie sprawnie podnosząc się z miejsca. Były z Candy w takim miejscu, w którym zdecydowanie trzeba było być bardzo uważnym. - Puszkinie? - Scycia wzrokiem szybko odnalazła klacz i odetchnęła z ulgą, mając przy sobie swoją towarzyszkę. Dopiero po chwili, gdy pierwszy szok minął, mogła rozejrzeć się dookoła.

Był środek dnia. Dwunogów dookoła było całe mnóstwo, każdy biegał w różne strony i zupełnie nikt nie zwracał uwagi na to, że w ogromnym mieście nagle ni stąd ni zowąd pojawiły się koń i wilk.
Ruda nie do końca potrafiła ogarnąć, co się właściwie dookoła niej dzieje. A działo się dużo. Wszędzie panował popłoch, co chwilę coś wybuchało i jakieś dziwne pojazdy latały nad nimi niczym ptaki z bardzo dużą prędkością.

Nie były to smoki, jednak miały swoich jeźdźców.

Zdawało jej się także, że jakieś dwunogi próbują walczyć z latającymi blaszanymi stworami i ich jeźdźcami.

Był człowiek z tarczą, był człowiek z łukiem, wielki zielony człowiek, człowiek blaszany i rudowłosa kobieta w czarnym kostiumie. Ustawiali się właśnie w kółko i dzielnie bronili swojego miasta.

- Gdzie my jesteśmy... - jęknęła żałośnie Scycia widząc tę scenę i podkuliła ogon.

A znajdowali się w Nowym Jorku podczas pierwszej bitwy Avengersów.



Kopyta klaczy grzmotnęły o ziemię a ich dźwięk poniósł się echem przez miasto. Klacz stęknęła głośno, gdy ból wywołany wstrząsem rozniósł się po całym ciele. Co to były za piekielne kamienie? Szybko rozejrzała się bo kamiennej dżungli w której właśnie znalazły się ze Scycią.

- Nie wiem czy chcę wiedzieć… - Odparła tonem pozbawionym nadziei.

Okropny huk, strzały i stęknięcia łamiących się skał zdawał się rozsadzać uszy klaczy. Czuła się jakby właśnie stanęła pod największym, najburzliwszym wodospadem jaki kiedykolwiek widział mieszkaniec HOFS. Czym było to potworne miejsce?

Nim miała szansę poważnie zastanowić się nad odpowiedzią tuż nad czubkiem jej uszu przeleciał długo na kilkadziesiąt metrów, przypominający orkę stów. A może był to statek? Candy szturchnęła nosem Scycię, popychając ją w bramę, którą naiwnie wzięła za jaskinię.

- Już wolałam niewidzialnego wroga Dziamdziaka. Te potwory są prawie tak wielkie jak Bóg Kowadeł! - Przerażone spojrzenie Candy zatrzymało się na Scyci. - Myślisz… Myślisz, że to stąd mamy uratować zwierzęta? - Jakby nie patrzeć wokół nich działa się apokalipsa… Jednak Candy nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ta dziwna grupa dwunogów zgromadzonych na środku ulicy była… dobra? Czymkolwiek była ta dziwna kamienna dżungla zdawało się, że Ci ludzie bronili jej przed latającymi potworami. I choć Candy szczerze nienawidziła się za tą myśl, która właśnie przemknęła jej przez myśl, to zrozumiała co było właściwym uczynkiem. Musiały im pomóc…

Korzystając z tego, że chwilowo ukryły się przed zamieszaniem w bramie, Can zmrużyła ślepia i dokładnie przyglądała się walce. Z całego zamieszania udało jej się wywnioskować jedno.

- Te dziwne smoki nie potrafią latać bez jeźdźca… Możemy im pomóc, jeśli uda nam się któregoś strącić. - Powiedziała do Scyci.

Może i Candy nie była najmądrzejsza ani najodważniejsza jednak niczym chmurka potrafiła bardzo dobrze jedną rzecz - dostosować się do sytuacji, nie ważne jak absurdalna by ona była.



Ruda nie mogła się skupić na słowach Candy. Wodziła wzrokiem po wszystkim dookoła i przez Prerię przemknęła jej myśl, że wolałaby być teraz wszędzie indziej, niż tam.
- Nie... - jęknęła i zrobiła unik, gdyż nad ich głowami właśnie przeleciał jakiś laserowy pocisk, a ściana jednego z budynków została roztrzaskana na tysiące kawałków. - Nie sądzę, że o to chodziło. Tu nie ma żadnych zwierząt. Otworzyłyśmy chyba zły portal. - Dodała po chwili, ale musiała prawie krzyczeć, aby było ją w ogóle słychać.

Scycia posłuchała słów swojej siwej przyjaciółki i przełknęła głośno ślinę. Pomysł może i był logiczny, ale czy miały w ogóle szansę na jakiekolwiek powodzenie? Czy misja nie była ponad ich możliwości? Nie bardzo miały jak zrzucić jeźdźca z metalowych smoków, bo nie dość że latały wysoko, to na dodatek bardzo szybko. - Nie będzie to proste do wykonania... Masz jakiś pomysł jak to zrobić? - wilczyca zaczęła chodzić dookoła z bardzo zatroskaną miną. Była w szoku, to było pewne. Razem z Candy były trochę w sytuacji bez wyjścia. Nie miały jak otworzyć portalu do domu, bo nie miały pojęcia jak to zrobić. Dwunogi, metalowe smoki, dźwięki miasta i ogólna apokalipsa, która tam się działa sprawiły, że Scycia trochę zaczęła panikować.

- Nie wiem, sama nie wiem... Jedyne co przychodzi mi do głowy to zasadzka i wskoczenie na metalowego smoka, ale jak to zrobić jeśli są takie szybkie? Nie potrafimy latać... - kontynuowała myślenie na głos, gdy właśnie obok nich przebiegła grupka ludzi. Scycia zatrzymała się w miejscu i spięła wszystkie mięśnie gotowa do walki lub ucieczki, ale ludzie nawet na nie nie spojrzeli, tylko pobiegli dalej. Chyba sami byli w szoku...
- Tu jest bardzo dziwnie, chcę do domu. Cała ta misja jest ponad nasze siły. - jęknęła z żałością w głosie i przysiadła na zadku, mając ochotę się rozpłakać.

W tym czasie jeden z metalowych smoków... wylądował w niedalekiej odległości od nich. Jeździec smoka obserwował sytuację dziejącą się w powietrzu z dołu, ale chyba szykował się do kolejnego odlotu. Scycia podstawiła swe obłe uszy na sztorc i uznała to za niepowtarzalną okazję.
- Puszkinie. - szepnęła i spojrzała na klacz, po czym niewiele się zastanawiając ruszyła szybkim biegiem w stronę strasznych stworów, z zamiarem zrzucenia jeźdźca z smoka, tak jak według Candy powinny postąpić.



Siwa klacz skinęła łbeb i ruszyła biegiem za Scycią. Cała ta sytuacja również ją przerażała, jednak coś w głębi jej cyjankowego móżdżku podpowiadało jej co robić. Jakgdyby jakimś dziwnym trafem, już była w takiej sytuacji... Jakby to wszystko było dziwnie znajome. "Pewnie widziałam coś podobnego w jednym w moich dziwnych snów." pomyślała sobie i zbyła te myśli.

- Teraz! - Krzyknęła wybijając się do skoku, kiedy razem z rudą wilczycą znalazły się już tuż obok dziwnego smoka. Scycia wylądowała pierwsza i kierowana intuicją przegryzła pas, który trzymał obcego na swym siedzisku. Candy natomiast z impetem uderzyła dziwnego stwora łbem i cały jej ciężar wystarczył by istota spadła ze swojego pojazdu i zatrzymała się na pobliskim samochodzie. Candy tymczasem sama roztrzaskała się o metalowego smoka i próbowała ustawić swoje patykowate nóżki tak, żeby przypadkioem ich nie połamać.

Zanim obie hofsowiczki zdołały się otrząsnąc i wymienić cokolwiek ponad uśmiech w ramach celebracji sukcesu zdarzyło się coś dziwnego. Nad ich głowami zajaśniało złote światło i kiedy zerknęły w górę dostrzegły znajomy widok tęczowego stworka na chmurce machającego do nich przez otwarty portal.

- Hej, hej! Pomyliłyście wszechświaty gamonie!- Zakrzyknął do nich uradowany Dziamdziak, jak gdyby wcale nie znajdowały się w środku pola bitwy a ich przyjaciel przed chwilą nie musiał pokonać jakiejś niewidzialnej, koszmarnej bestii. Mimo wszystko widok chmurkowego stworka zmotywował Candy by jak najszybciej wynieść się z tego miejsca.

- Szybko, musimy jakoś dolecieć do portalu. Czy myślisz...? - Siwa nie musiała nawet kończyć zdania, bo Scyci najwyraźniej było równie śpieszno na Stefanową Polankę. Złapała w zęby dziwne wodze, przywdziane do metalowego smoka i szukając wygodnego miejsca dla swych łapek całkiem przypadkiem powciskała odpowiednie guziki. Ich pojazd wystrzelił w górę kierując się prosto na złoty portal. Candy krzyknęła przerażona i przytuliła się mocno do Scyci swymi kopytkami.

Niczym spadająca gwiazda wystrzeliły przez niebo i prosto przez magiczny portal. Dziamdziak musiał odskoczyć swoją chmurką na bok, bo inaczej zostałby stratowany przez dziką metalową bestię. Pozostawał tylko jeden problem... Jak się z tego smoka ewakuować?

- Tam! - Krzyknęła Candy dostrzegając chmurkową trampolinę wyczarowaną na ziemii przez Dziamdziaka. - Musimy skakać!

Scycia, być może kierowała się intuicją a może odkrywała w swej podświadomości wspomnienia smoczego jeźdźcy, jednak wiedziała, że zanim skoczy musi zakręcić metalową bestię i odesłać ją do domu. Na terenach hofs nie było miejsca dla tego monstrum. Przekręciła wodze kompletnie do lewej strony po czym naśladując siwą klacz zeskoczyła na chmurkową trampolinę. Delikatna miękka chmurka w tym świecie otuliła obie hofsowiczki amortyzując ich upadek. Czując opuszczający je stres i opadającą adrenalinę obie przyjaciółki roześmiały się głośno odbijając się na chmurce.

Ich wzrok na chwilę zatrzymał się na metalowym smoku, który w międzyczasie zawrócił w locie i po chwili zniknął w złotym portalu.



Zanim Scycia zdążyła pomyśleć cokolwiek logicznego, nagle wszyscy znaleźli się ponownie w Podziemiach poprzez wyczarowany przez Dziamdziaka, poprawny tym razem portal.
Jako, że ruda wciąż była w ciężkim szoku, usiadła sobie w rogu na swoim własnym zadku z minką 0 i przez dłuższą chwilę wpatrywała się przed siebie nieobecnym spojrzeniem.
W ich świecie działo się już dużo dziwnych rzeczy, jednak nigdy nic podobnego wcześniej nie miało miejsca.
Spojrzała na swoją siwą przyjaciółkę, która na szczęście w całości trafiła z nią ponownie do HoFS i nagle przypomniała sobie o tym, dlaczego w ogóle na szybko musieli otwierać ten portal.

- Dziamdziak! Co się stało z tym potworem? - zapytała, kierując ślepia na chmurkowego przyjaciela.
- No jak to co? Poradziłem sobie z nim! Ile razy można toczyć tę samą bitwę. - westchnął z udawaną skromnością i podszedł do dwóch hofsowiczek. - Ale za to wy wyglądacie obie jakbyście wróciły z jakiejś ciężkiej wojny. Żyjecie jakoś? W jakim dokładnie wszechświecie byłyście? - zagadnął z ciekawością i usiadł na wyczarowanej chmurce, chyba pragnąc aby właśnie teraz opowiedziano mu, jak było w Nowym Jorku.
- Nie wiem co to był za wszechświat, ale nie chcę tam wracać i już nigdy, przenigdy nie przejdę przez żaden portal. - Skrzywiła się i rzuciła okiem na miejsce, w którym wcześniej pojawiło się przejście do innego świata.

Dziamdziak nie był pocieszony brakiem relacji z ich niesamowitej podróży do świata Marvela, ale postanowił wyciągnąć od nich te informacje później. - No dobra. - mruknął i zeskoczył z chmurki, po czym podszedł do ściany z zamiarem otworzenia odpowiedniego już portalu, ale odwrócił się jeszcze w stronę Puszkina i Scy. - A tak swoją drogą to nic mi nie jest, dzięki że pytacie. To chyba już odpowiedni czas, aby zakończyć naszą misję i otworzyć drogę dla zwierząt. Tak jak sobie Stefan zażyczył. - powiedział, wypiął dumnie pierś i wymówił słowa, które sprawiły, że po raz kolejny otworzył się magiczny portal. Najwyraźniej wszystkie zwierzęta były już gotowe do przejścia do ich świata, bo kolejka widoczna była już z ich perspektywy.

Scycia uśmiechnęła się pod nosem i podeszła bliżej Candy. Czuła jak z podekscytowania mocno bije jej serce. Nie mogła uwierzyć w to, że po tym wszystkim w końcu im się udało i właśnie miały wypełnić jedno z najtrudniejszych zadań, jakie dał im Stefan.
- Uwaga, wchodzą!


Candy potrzebowała dłuższej chwili, żeby złapać oddech i w pełni zrozumieć, że znalazła się w domu. Delikatny zapach żyznej ziemi i sosnowego soku oraz panująca w Podziemiach cisza pomagały, jednak ciężko było ochłonąć po międzywymiarówej podróży, którą właśnie zakończyły ze Scycią.

- Bezpieczna droga do domu... - Westchnęła ciężko, zerkając kątek oka na Scycię, kiedy na drugim końcu korzennej komnaty zabłysnęły złote wrota portalu. - Udało nam się...

Kiedy tylko dostrzegła błysk pierwszych uszu, wąsów i łapek przenikających przez portal do ich świata w oczach Candy zabłysnęły łzy. Gdzieś głęboko w swym wnętrzy miała nadzieję, że okrutny senny koszmar, który wydawał się mieć miejsce wieczność temu, był jedynie iluzją. Jakąś marą senną nasłaną przez wroga Dziamdziaka... A jednak przez portal przechodziły zwierzęta. Zdawały się zaskoczone miejscem, które pojawiło się przed nimi. Najpierw przechodziły niepewnie, węsząc i ostrożnie stawiając kroki. Nieufne po swych doświadczeniach z ludźmi. Z czasem, jednak zaczęły przechodzić co raz odważniej i zainteresowane badały swoje otoczenie.

W pewnym momencie przez portal przeskoczyło stado owieczek a uradowany Dziamdziak latał nad nimi na swojej chmurce, którą przemienił w puchatego baranka.

- Witajcie, witajcie! Chodźcie za mną! - Krzyczał tęczowy stworek i używając małych chmurek zaczął oznaczać drogę z powrotem na polankę. Kiedy upewnił się, że nowi goście będą mogli bezpiecznie dotrzeć na górę wrócił do siedzących wciąż z boku przyjaciółek.

- Dziamdziaku, czy ten portal pozwoli im wszystkim bezpiecznie przejść... Tych zwierząt jest tak dużo!

- Oczywiście, moje drogie. W tym miejscu magia Stefana jest tak silna, że każde zwierzę, które go potrzebuje odnajdzie portal i drogę do Stada Leśnych Dusz. Wy teraz musicie zadbać, żeby tutaj były szczęśliwe.

- To akurat najpiękniejsze zadanie o jakie mogłybyśmy prosić. - Przyznała z lekkim uśmiechem Candy i spojrzała w stronę wspinającym się ku polance zwierzętom. Smutek i wzruszenie nagle odeszły w niepamięć i siwa klacz poczuła, że coś innego wypełnia jej serce. Duma. I wielka radość, że razem ze Scycią nie zostaną  już nigdy same.



Z dedykacją dla wszystkich zwierzaków, które powinny znaleźć złoty portal ratujący je przed okrutnym losem zgotowanym dla ludzi.

Koniec

❦ ❦ ❦

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

©Technologia blogger. Credits
Współpraca