Pora roku: Jesień
Temperatura: -5 do 8 C℃
Nowi mieszkańcy: Salvatore
Stan Betelgezy: Nie wybuchła.

Widzisz przed sobą leśną ścieżkę, wyścieloną ściółką. Przez nią przebijają się fantazyjne kwiaty, o rożnych barwach i towarzyszą Ci w podróży.
Przed sobą masz obszerną polanę nad którą góruje leciwa Sosna. To Twoja decyzja, Ty decydujesz czy tu zostaniesz, czy pójdziesz dalej...

NOWINKI

Zimowy Event czas zacząć! :D
Gratulacje Scyciu! Twoje miejsce zostało dodane do oficjalne mapy HOFS.

Stado Herd of Forest Spirits. Przed sobą masz obszerną polanę nad którą góruje leciwa Sosna. To Twoja decyzja, Ty decydujesz czy tu zostaniesz, czy pójdziesz dalej... Wstąp do świata fantasy. Blog RPG Play By Comment PBC

The Power of Love



Te wydarzenia miały miejsce 1 marca roku Sosnowego 2016.


                Wyobraźcie sobie miejsce, po którym przeszedł ognisty jaszczur, przepełzł olbrzymi ślimak i na które napluła niejedna czarownica. W tych czasach dokładnie tak wyglądała Polana Stefana. Zapomniana nawet przez zimę, która zamiast pokryć to nieszczęsne pogorzelisko śniegiem zesłała na nie najgorszą pluchę, bez dnia wytchnienia od deszczu i wiatru. I w środku tego wszystkiego wyobraźcie sobie rosochatą Sosnę, która w całym tym krajobrazie jako jedyna promieniała odrobiną koloru, a pod nią zwiniętą w kłębek białą klacz.
                Ową białą istotą była oczywiście Candy, która w tej chwili lała łzy prosto na korę Stefana opłakując fakt, że jej drzewiasty przyjaciel nie posiadał możliwości mówienia. Co jak co, ale Candy nie spodziewała się, że HOFS kiedykolwiek upadnie tak nisko i że u jej boku nie będzie nawet Scytthe. Zwłaszcza w urodziny siwej...

*   *   *
-Co się tak szczerzysz?- Zagadnęła Scycia przekrzywiając nieznacznie łeb i z zaciekawieniem przyglądając się zębom siwej klaczy.
-Buo tuo młoje ułodziny.- Wymamrotała siwa zza wciąż zaciśniętego i eksponowanego w uśmiechu kompletu zębów.
-Nie, Puszkinie... Nie masz błota między zębami.- Odparła rozbawiona Scycia i wymownie przewróciła oczami.
-Nie "Błoto" tylko "Urodziny", głuptasie. Nie zmuszaj mnie, żebym znowu weszła Ci do ucha i sprawdziła czy wszystko tam działa...- Candy na chwilę zrezygnowała z przesadnego eksponowania swojej radości i posłała waderze ostrzegawcze spojrzenie. Obie doskonale pamiętały Puszkową podróż do wnętrza ucha i chyba nie chciały tego powtarzać... -Dziś są moje urodziny. Dokładnie rok temu dołączyłam do HOFS. Ta nowa... lepsza ja ma już rok, Scyciu.- Wyjaśniła niezwykle jak na siebie poważnie i przez tą krótką chwilę wyglądała naprawdę dostojnie. Liliowe ślepia błyszczały inteligentnie a falująca, mglista grzywa dodawała jej majestatu. Szybko jednak uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki.
-O ja! No to musimy zrobić marchewkowy tort! I koniecznie, koniecznie, zgromadzić wszystkich na spotkanie przy Stefanie! Trzeba Ci zaśpiewać sto lat!- Ucieszyła się ruda i nie tracąc ani chwilę ruszyła galopem w poszukiwaniu innych członków stada.
-Na sto lat już za późno...- Mruknęła rozbawiona Candy i spojrzała za Scycią. Kto by wtedy przewidział jak szybko miały się skończyć te dobre, beztroskie czasy.

*   *   *
                Tymczasem współczesna Candy wciąż tkwiła pod Stefanem i wylewała z siebie strumienie łez. Tęsknota za tym co było kiedyś... Za domem, który tutaj po raz pierwszy znalazła i zaraz potem utraciła była zwyczajnie zbyt mocna. W końcu złość wzięła górę i Candy podniosła się by na drżących nogach podejść do najbliższego trufla i kopnąć ów diabelski pomiot.
-To wszystko przez was! Wy parszywe teufelowskie trufle! Przez was wszystko umarło!- Parsknęła łykając przy okazji gorzkie łzy. Chwilę później zamarła jednak w bezruchu, bo oto dostrzegła pomiędzy drzewami niemożliwą do pomylenia z kimkolwiek innym sylwetkę. Oto między najbliższymi drzewami stała ruda wadera o przenikliwie niebieskich oczach i półksiężycu, o tym samym kolorze, zawieszonym na szyi. Widząc ową ukochaną istotkę Candy ledwo wydusiła z siebie słowa.
-Scytthe... Scyciu... Pamiętałaś.- Wymamrotała i jak we mgle zobaczyła podchodzącą bliżej rudą, która jakimś cudem ciągnęła ze sobą czekoladowy Tort oraz niosła w pysku Szampana. Chwilę później stare przyjaciółki tuliły się do siebie wspominając stare czasy i Puszkinowi aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze chwilę wcześniej jej myśli miały tak ciemne barwy. W końcu jednak powitaniom stało się za dość i Scycia przedstawiła najważniejszą sprawę.
-Trochę przykro, że jesteśmy na imprezie tylko my i Stefan, ale trzeba sobie jakoś radzić! Co prawda nie mam świeczek, ale życzenie i tak musisz pomyśleć nim zaczniemy jeść tort!- Oznajmiła i usiadła obok czekoladowego ciasta dając chwilkę siwej klaczy, by ta dobrze przemyślała co chce sobie zażyczyć.
                Siwa przybrała zaskakująco poważny jak na siebie wyraz pyska i przez chwilę poczuła się niezwykle przytłoczona ową odpowiedzialnością. Jedno życzenie... Czego mogła chcieć? Chyba do tej pory los nigdy nie zesłał jej takiej okazji. Tam skąd pochodziła nikt nie przejmował się urodzinami (dlatego też nie pamiętała daty swoich i przybrała datę dołączenia do HOFS jako dzień celebracji), a tym bardziej nie oferowano tortów, prezentów czy życzeń. Dlatego też klacz dłuższą chwilę stała z nieobecnym spojrzeniem utkwionym gdzieś w paskudnym horyzoncie.
-Prosiłabym o to, żeby los pozwolił nam wszystkim znów być razem... Ale przecież Ciebie i Stefana jednak nigdy w pełni nie stracę?- Uśmiechnęła się po jakimś czasie podchodząc bliżej wadery i tortu. Potem wzięła głęboki oddech i z pełną wiarą, że to o co prosi naprawdę się wydarzy orzekła.
-Dlatego chcę aby trufle raz na zawsze opuściły te ziemie! Żeby HOFS znowu było zdrowe! - Zakrzyknęła wręcz bojowo... po czym zupełnie nie znając zwyczajów urodzinowych i donośnym pluskiem wsadziła swoje czoło w tort. Po chwili podniosła całą pokrytą lukrem łepetynę i roześmiała się beztrosko, prawie tak jakby znów były kilka lat wcześniej... Scycia wpierw spojrzała na Candy nieco urażona zniszczeniem ciasta, ale szybko roześmiała się sama i zlizała z policzka Candy nieco ciasta.
                I jakże pięknie byłoby gdyby ta scena tutaj właśnie się urwała. Dwie, połączone po długiej rozłące przyjaciółki celebrujące rocznicę swej przyjaźni w cieniu ukochanego Stefana. Ale los miał inne plany. Nagle zerwał się porywisty wiatr pod którego siłą nawet Stefan wydał żałosne jęki a chwilę później cała ziemia zatrzęsła się gwałtownie. Scytthe odskoczyła nieco na bok, kryjąc się między nogami siwej klaczy a sama Candy skurczyła się nagle przerażona i przyległa z kolei do Stefana.
-Zepsułam wszechświat...- Jęknęła przerażona klacz.
-Oj tak, oj tak...- Odparła jedynie Scycia i obie przymknęły oczy, by nie widzieć strasznego końca.
                I wtedy ziemia rozstąpiła się pochłaniając całą grzybnię należącą do trufli. Magiczne trzęsienie ziemi zstąpiło na tereny HOFS i zaczęło proces leczenia. Wpierw poszła grzybnia i cały otaczający ją śluz oraz błoto. Potem pojawiło się kolorowe światło, którego ostre promienie zdawały się wystrzelać z korony Stefana i raptownie osuszać ziemię. A na sam koniec szczeliny w ziemi zniknęły i przy ostatnim trzasku każdy zarodnik trufla zamienił się w nic innego jak sosnową szyszkę.
                Naturalnie nasze bohaterki nie widziały nic z tego bo obie trzęsły nogami i zamykały sobie nawzajem oczy ze strachu i dopiero długo po tym jak ziemia przestała się ruszać odważyły się uchylić powieki. Obie musiały kilkakrotnie zamrugać bo oto po raz pierwszy od bardzo dawna w Stadzie Leśnych Duszy można było oglądać zachód słońca. Wtedy obie spojrzały po sobie i nie przejmując się zupełnie tym, że obie były całe upaprane ciastem wyszczerzyły zęby i w tym samym czasie powiedziały te piękne słowa.
-Jesteśmy w domu!
                A Stefan skrzypnął dźwiękiem wysokim i pięknym niczym dźwięk skrzypiec. Zupełnie jakby się właśnie przeciągał z bardzo długiego snu.


*   *   *

2 komentarze:

  1. (Cóż mogę powiedzieć... wzruszyłam się czytając to opowiadanie :D Mistrzostwo świata i tyle. Oby takich więcej <3 )

    OdpowiedzUsuń

©Technologia blogger. Credits
Współpraca